Dlaczego nie wierzę Fundacji Viva!? Felieton Redaktora Naczelnego

W najnowszym spamie od Fundacji Viva! wyświetliła mi się reklama grudniowego numeru pisma „Vege”. A w nim ten sam coroczny refren o karpiach i te same zbiórki pieniążków.
„Bądź głosem ryb! Reaguj, gdy widzisz niehumanitarną sprzedaż żywych karpi. Podwodne więzienie – akwaria przeważnie służą wyłącznie jako dekoracja, a co z dobrostanem ryb?” – to rybie tematy z „Vege” Fundacji Viva! Teoretycznie nic złego, ale co się kryje za rybią perspektywą Vivowców?

Fundacja Viva! po wyroku nie kryła spazmatycznej radości! Do więzienia z nim! – krzyczeli Vivowi internauci. Później zaś były łzy, kiedy okazało się, że sąd apelacyjny zwolnił starszego i ubogiego mężczyznę (rencistę) z odsiadki za karpie.
Nie wierzę Fundacji Viva!, że chodzi o humanitarną sprzedaż karpi. Dla nich karp to kręgowiec, zwierzę i to w sensie święto-ontologicznym. a więc wege-vivowcy uważają, że karpie należy kochać, a nie je zjadać. I to jest cel ich wszelkich akcji. A skoro mamy karpie, to wzięli się za akwarystów. Tak przy okazji. Okazuje się, że już nie tylko lisy w klatkach, ale welony w akwariach należy uwolnić! Następnym etapem będzie zakaz zabijania komarów i nie żartuję. Tak będzie!
Co jeszcze proponuje Fundacja Viva! w grudniowym „Vege”? Oczywiście artykuły o ekologii, ochronie Planety, globalnym ociepleniu, apokaliptycznej wizji świąt bez śniegu, za to z sielankową wizją świąt bez karpia i bez jakichkolwiek ryb czy mięsa.
Dowiemy się, że fajerwerki są złe także na pustkowiach, bo mogą je usłyszeć zwierzęta leśne i o tym, że o ile sądy już zaczęły stawać po stronie psów i kotów, to inne zwierzęta dalej mają przechlapane. Oczywiście w tle wyświetlają się chociażby zwierzęta hodowlane i jak zwykle podskórna niechęć Vege-aktywistów do rolników czy jakichkolwiek hodowców.
Dlaczego tego wszystkiego nie kupuję? Dlatego, że Fundacja Viva! to polska satelita brytyjskiego kolosa; to organizacja o milionowym budżecie, która jest profesjonalistą w zbieraniu pieniędzy i której dowodzi Cezary Wyszyński, prezes Fundacji Viva!, dłużnik, który w sądzie twierdził, że długów nie odda, bo w Vivie ma pensję 1500 złotych (ponad dwa razy mniej niż jego zastępca!), a innej pracy szukać nie będzie, bo te, które znajduje, nie są zgodne z jego prozwierzęcym światopoglądem… Kupujecie to?
Ale idą święta, ludzie będą chcieli pokazać sobie, że są dobrzy. Nie pójdą do domu dziecka, żeby skonfrontować się z taką rzeczywistością. Zobaczą jakiegoś kotka w schronisku, przeczytają w poście na FB jak ów kotek ma na imię; doczytają obowiązkową historię o złym panu, krzywdzie i porzuceniu i przeleją 50 złotych i tym samym swoje sumienie na Boże Narodzenie będą mieli załatwione. Najtańsza forma na bycie dobrym człowiekiem i jeszcze takim prozwierzęcym, ekologicznym itd.
Święta to czas żniw dla takich fundacji jak Fundacja Viva, która w ciągu roku walczy z piciem mleka (porównując krowy do Żydów w czasie II wojny), a na święta na bazie ratowania karpi, sklepików on-line i zrzutek w sieci uzbiera pokaźną sumkę.
Chociaż z drugiej strony, nic nie przebije zrzutek WWF na ratowanie rysia, ale to już inna organizacja i inna historia…
Robert Wyrostkiewicz – napsitemat.com.pl
fot. wS (1), ŚR (2)